Przeskocz do treści

Zachodnia Brama

Lipiec 13, 2010

Łzy w oczach karła były jedną z najdziwniejszych rzeczy jakie młoda szamanka widziała w swoim życiu. I bardzo smutną. Może dlatego wystraszyły Werdandi. Istoty tak plugawe nie powinny płakać.  Nie powinny kochać. A Karzeł kochał swoje plemię. Tak jak one kochały swoje.

Nie potrafiła jeszcze wyciągnąć z tego dalekosiężnych wniosków. Ale ziarno wątpliwości zostało zasiane.  Wiedziała, ze  na świecie mało jest rzeczy prostych, dobro i zło, czarne i białe przeikaja się wzajemnie. Ale czy całe jej dotychczasowe doświadczenie mogło opierać na fałszywych przesłankach?

- Czyli są dwa zagrożenia? – zapytała cicho karła – Najpierw dosięgnie nas ogień z niebios, a potem z piekieł wyjdzie Nidhogg?

Zapragnęła usłyszeć pieśni dvegarów. Czy mogłaby je zrozumieć?  Jak bardzo różnią się od tych śpiewanych przez Asatru?

Werdandi drżała, ale Sigrid nie bała się. Nieulękła wojowniczka uosabiała całą waleczność Asatru. Szamanka zazdrościła jej spokoju i pewności.

- Zrobimy co będzie trzeba – powiedziała gdzieś w przestrzeń. Migotliwe światło kładło cienie na gładkie ściany, rysując konary jesionu. Szamanka widziała poruszony smoczym ogniem korzeń. Zadrżała jeszcze mocniej ale jej głos brzmiał pewnie.  Zwróciła się do bezpośrednio do dvergara.

- Nie bój się, Balinie Szlifierzu. Nie opuszczą nas duchy przodków ani demony naszej ziemi. Żadne plemię nie wyginie.

Była taka pieśń, słyszała ją może raz, o Nidhoggu – pożeraczu zwłok, smoku, którego nikt nie pokona.

***

Powietrze tego ranka było nadzwyczaj czyste. Dzień wyszorowany do połysku. Był to dobry znak i Werdandi przyjęła go z ulgą. Minionej nocy w ogóle nie spała, co było naturalne, przed tak ważnym dniem. Czuwała w Komnacie Martwych Bogów, ale teraz nie czuła się zmęczona. Oczyściła umysł i duszę i teraz zostało w niej tylko pragnienie tej drogi.

Zamiast innego szamana w czasie nocnych rytuałów towarzyszyła jej matka. Alida siedziała z boku, nie odzywając się do Werdandi, w podobnej pozie jak jej córka, ze skrzyżowanymi nogami i otwartymi rękoma i cicho nuciła pieśń narodzin. Wokół Werdandi unosił się aromat rozkruszonych w glinianej misce mchy i grzyby. Szamanka miała zamknięte oczy i głęboko oddychała. Duchy pojawiały się dopiero nad ranem, wypełzały ze szpar i szczelin, ciężka ciepła mgła, która otuliła dziewczynę niczym koc. Wstała poddając się ich woli, Alida przestała śpiewać. Szamanka wysypała z miseczki rośliny, długo tańczyły w powietrzu, przybierając rysy nieżyjącej Gersimi na zmianę z obliczem Widurra. A potem opadały na ziemię, w jednej chwili, wszystkie pod zachodnią ścianą.

***

Nie mogła zabrać ze sobą zbyt wiele, włócznia, bębenek i bransoleta, zmiana ubrania i ciepły płaszcz. Trochę ziół i grzybów, przygotowany przez Alidą prowiant, mięso, to z gerrasów upolowanych wczoraj przez Sigrid i myśliwych.

Czy Niddhogg  uwolni się spod korzeni Drzewa Świata?  Czy zdołają ocalić Ulricka i Widurra i siebie? Jaki będzie los Asatru?

Nie wybieraj zbyt łatwych dróg, Werdandi słyszała w głowie głos Widurra, nie lękaj się błędów i patrz uważnie. Poradzisz sobie.

- Poradzimy sobie – powiedziała szamanka do wojowniczki.

Wyjęła kawałek mięsiwa i gwizdem przywołała Psa.

- Pierwszy krok jest pełen radości.

Prowadź

Czerwiec 25, 2010
by

Drogocenną flamą to jeszcze Sigrid nikt w życiu nie nazwał. Gdyby padło to z innych ust uznałaby to nawet za wyszukany komplement. Zaśmiała się gardłowo, nieprzyjemnie. Ale tylko przez ułamek chwili, bo zaraz jej twarz znów stężała i zmieniła się w chłodną kamienną maskę.

Dvergar wzbudzał w Sigrid niemożebny wstręt. Był potworną karykaturą ludzkiej istoty. Zwyrodniałą, rachityczną, cuchnącą i skołtunioną wylęgarnią pcheł i wszelkiego choróbska. Powinno się go czym prędzej skrócić o łeb a szczątki spalić skrupulatnie aby do jakiejś zarazy nie doszło. Cholerna skarlała szlaja…

Wojowniczka wykrzywiła usta, nabrała do ust śliny i splunęła. Plwocina minęła o długość palca brodę więźnia i zbryzgała pobliską ścianę. Karzeł, jak na swój zapłakany stan, był nad wyraz butny i swarliwy. Kiedy słuchała jego jazgotu mimowolnie zaciskała pięści. Chętnie smagnęłaby go w ten szkaradny pysk ale nie chciała przeciągać struny i szarogęsić się w obecności Jarla bardziej niż to było konieczne. Palce świeżbiły ale splotła je tylko i wygięła w łuk, aż chrzęstnęły kości. Na dramatycznych gestach poprzestała.

W milczeniu słuchała wyjaśnień Balina,

Nidhogg, Podgryzający od Dołu. Smok. Prawdziwa pokryta łuską bestia albo jedynie rojenia tępych dvergarów?

Czas pokarze ile w tym prawdy – pomyślała tylko.

Kiepski był z niej myśliciel. Nie miała w zwyczaju rozwodzić się nad sprawami odległymi znacznie w czasie. A nie spodziewała się raczej aby smok ów miał się pojawić na dniach i zdmuchnąć ognistym tchnieniem wioskę Asatru. Mimo wszystko jednak dvergar zasiał w głowie Sigrid ziarno niepokoju. Opuściła więzienną celę dziwnie spięta.

Werdandi raz jeszcze zasięgnęła rady duchów. Podczas gdy ona oddawała się szamańskim praktykom Sigrid gromadziła ekwipunek. Czekała ich długa i niebezpieczna wędrówka, trzeba było się w miarę dokładnie przygotować.

Spakowała prowiant, wodę, grube koce, solidny dwuosobowy namiot i kawał liny zakończony kotwiczką. Na koniec dorzuciła drobiazgi: hubkę, krzesiwo. bandaże, trochę leczniczych ziół. O resztę zadba się na bieżąco.

O świcie przekroczyły zachodnią bramę. Sigrid stawiła się w pełnym rynsztunku, wystrojona jak na wojnę. Pogładziła ostrze ojcowskiego miecza i schowała go do pochwy przy pasie.

- Prowadź – obdarzyła szamankę lekkim uśmiechem.

Była gotowa.

Od jadu i ognia Nidhogga

Czerwiec 13, 2010

Jarl nie roześmiał się, kiedy Sigrid poprosiła go o spotkanie z karłem, nie zakpił nie wybuchł gniewem, mimo iż Thrall pozwalał sobie na zbyt wiele. Po prostu skinął głową i wstał. Muzyka jakby przycichła, śmiechy, podniecone głosy współplemieńców zdawały się przytłumione. Nawet Sigrid poczuła, że dzieje się coś dziwnego.

- Chodźcie zatem.

Czytaj dalej…

A jego problem jest problemem nas wszystkich

Maj 28, 2010
tags: , , ,
by

To był dobry dzień. Zwieńczała go uczta obfita w mięso i opowieści z polowania. Sigrid zasiadła na uboczu, pochylona nad sztuką wypieczonego ciepłego mięsa. Błogość w gębie, tylko nad tym się rozwodziła. Reszta nie była dla niej.

Tańce i zabawy trwały w najlepsze. Zerkała co prawda w kierunku roześmianych ludzi, ale jej twarz, stężała niby maska, nie wyrażała żadnych emocji. Nie miała ochoty dołączyć. Nigdy nie była towarzyska. Tańcować potrafiła jedynie w parze z własnym mieczem.

Czytaj dalej…

Uczta

Maj 14, 2010
tags: , , ,

Sojusz został zawiązany. Jeszcze nie przypieczętowało go żadne braterstwo, więź wynikająca ze wspólnych przeżyć i myśli, ale Werdandi wierzyła, że to nastąpi. Historia, która się działa, była niczym kobierzec ułożony z dokładnie dobranych elementów, nie było przypadkiem ani jej widzenie, ani osoby zaginionych, ani w końcu to, że spotkała Sigrid na polowaniu.
Pies jakiś czas ją odprowadzał. Wcześniej powiedziała zwierzęciu, ze wkrótce wyruszy na wyprawę i że będzie go potrzebowała. W odpowiedzi zamachał pręgowanym ogonem i przejmująco zawył. Potem zniknął w jednym z bocznych korytarzy. Wiedziała, że w jakimś celu. Została, mimo, że myśliwi oddali się. Korytarz wypełniał kwaśny zapach, ciepłe powietrze wysuszało śluzówki. Szamanka czekała cierpliwie. Wrócił dosyć szybko, w pysku niósł zakrzywioną kość z łopatki nieznanego Werdandi zwierzęcia. Przyjęła podarunek. Zrozumiała, że i Pies może mieć swój cel w tej wyprawie.
Na wieczornej uczcie, na samym jej początku, wyjawiła swoje zamiary Hallgrimowi i jarlowi. Nie zdziwiła się, że obydwaj ją potępili.  Patrzyła śmiało w oczy rozmówców, bo nadal nie było w niej wątpliwości.
- Łatwe decyzje nie są przywilejem wiedzących. Sam mnie tego nauczyłeś. – zabrzmiało to bardziej niepokornie niż chciała. Stary Wiedzący zacisnął wargi w wąską kreskę. Werdandi zmrużyła oczy ale nie odwróciła wzroku. Raz wypowiedzianych słów nie da się cofnąć, teraz znowu budowały między nimi barierę.
Czytaj dalej…

Wśród swoich

Maj 3, 2010
tags: , , ,

Myśliwi zebrali się przed Wschodnią Bramą, zrzuciwszy na ziemię upolowane zwierzęta. Wojownicy nie spuszczali wzroku z plątaniny dźwigarów, stali i kabli majaczącej w mroku. Ubity przez Sigrid stary gerras wyróźniał się spośród pozostałych zdobyczy. Einar Trzy Palce, stary łowca aż cmoknął z zadowolenia, widząc, z czym powróciła Sigrid. Thrall nie thrall, ale na łowiectwie zna się jak mało kto.

Jeden ze strażników wyjrzał przez niewielkie okienko przy bramie, a potem kiwnął pozostałym ręką. Brama otworzyła się z głośnym rumorem, ukazując zgromadzony jak zawsze lud Ásátru, oczekujący powrotu myśliwych. Już podniosły się głosy, śmiechy, ktoś zaintonował dziękczynną pieśń do Baldra, ktoś inny ją podjął. W osadzie znów było mięso! Jarl Harald Dregvasson wyszedł przed tłum i powitał powracających myśliwych, a następnie podziękował Baldrowi, iż nikt nie został pochłonięty przez Helheim.

Czytaj dalej…

Tak daleko jak będzie trzeba

Kwiecień 23, 2010
tags: , , ,
by

Werdandi okazała się szczerą i bezpośrednią osobą. Czasu nie traciła, z marszu wyznając co jej spędzało sen z powiek. A raczej “kto” jej go spędzał. Widurr i Ulrick. Nie było tajemnicą, że jakiś czas temu obaj mężowie wyruszyli poza obszar wioski i wówczas słuch po nich zaginął. A teraz wnuczka Wielkiej Gersimi obmyśliła sobie, że trzeba ich ratować. Sigrid westchnęła ciężko.

Czytaj dalej…

Znaki

Kwiecień 21, 2010
tags: , , ,

Teraz była już pewna, że tędy leciała w swojej wizji. Duchy sprzyjały jej wyprawie. Tropy wypatrzone przez Sigrid wiodły dokładnie tym szlakiem, co wcześniejsza wędrówka duszy szamanki.  Najpierw rozpoznała skalny zawał, lśniący czerwienią nieznanego szamance minerału, potem metalową konstrukcję, artefakt czasów przed upadkiem bogów, dziś zrośnięty ze ścianą niczym jakaś chorobowa narośl na gładkiej strukturze kamienia.  Wiedząca cieszyła się każdym krokiem w głąb Bezdroży. Każdy był przecież znakiem. Skupiona i czujna poruszała się lekko i cicho, a jej zmysły pracowały lepiej niż zwykle. Zwłaszcza wzrok, który zawsze był jej sprzymierzeńcem w półmrokach zewnętrza. Oczywiście i tak się męczyła. Podziwiała Sigrid, która wtapiała się w krajobraz jakby była jego częścią a potem z taką łatwością wypatrzyła trop. Zręczna wojowniczka sprawiała, że Werdandi jeszcze więcej myślała o tym jak dumnym są plemieniem i w jak ciasnych granicach zmuszeni są żyć. W to właśnie wierzyli i Ulrick, i Widurr. Że Asatru muszą rozszerzyć swoje halle, wyrwać z gardła karłom i elfom kawerny i korytarze. I, co najważniejsze, starożytną wiedzę. Tymczasem oni obydwaj zaginęli, a Krzywonos i Hallgrim, pozbawieni opozycji młodej krwi, znowu wspominają o tym, że plemię jest zbyt duże, planując selekcję zamiast ekspansji. Teraz, po przejściu ostatniej z prób, Weradndi przynajmniej ma pewność, że zostanie uważnie wysłuchana w czasie obrad Rady. Ale czy poradzi sobie z utartymi nawykami? Ma mądrość, przeżyła samotne próby za bramami, ale to nie to samo, co siła i charyzma Ulricka, co cnoty Widdurra łączącego wiedzę z przymiotami wielkiego wojownika. Pod kopułą olśniewającej halli śpią najlepsi synowie plemienia. Gdyby mogła ofiarowałaby bogom swoje życie za nich.

Czytaj dalej…

Jesteś teraz mężczyzną. Kłam.

Kwiecień 15, 2010
tags: , , ,
by

Gdy Sigrid dostrzegła dorodnego samca gerrasa mimowolnie się oblizała. Gęba jej się śmiała a oczy błyszczały euforycznie jakby tego świniaka zaserwowano jej co najmniej w formie parującej pieczeni.

Prędko zeszła na kucki jednocześnie ciągnąc ku ziemi Svena. Obejrzała się też ukradkiem, z ciekawości, na szamankę. Kurewskiego pojęcia nie miała czemu Wiedząca za nimi polazła, ale i nie miała zamiaru jej o to wypytywać.

Zakradli się w trójkę do sterty skorodowanego żelastwa aby mieć lepszy widok na korytarz. Sigrid przycelowała z kuszy i dała szczeniakowi znak by i on strzałę na cięciwę posadził. Pociski poszybowały w kierunku unkaka prawie jednocześnie. Strzała chłopaczka wbiła się płytko w grzbiet knura ale nie uczyniła mu żadnej w sumie krzywdy, jedynie bestię rozsierdziła. Za to bełt wojowniczki śmignął całe dwa łokcie od celu. Wstyd przed chłystkiem. Wstyd jak diabli.

Czytaj dalej…

Za Wschodnią Bramą

Kwiecień 14, 2010
tags: , , ,

Nadszedł czas łowów. Tuzin myśliwych uzbrojonych w łuki, dziryty czy długie myśliwskie noże czynili ostatnie przygotowania do opuszczenia bezpiecznej Halli Ásátru. Większość z nich była lekko odziana i niosła jedynie najpotrzebniejszy ekwipunek. Za Wschodnią Bramą było zazwyczaj bezpiecznie, jednakże nigdy nie wiadomo, kiedy napotka się jakąś bestię podziemi lub wraży patrol elfów czy karłów. Dlatego grupie myśliwych towarzyszyło kilku wojów, w tym Sigrid. Odziana w łuskową zbroję, z ciężkim mieczem przy pasie i bojową kuszą w dłoniach bardziej przypominała mityczną Walkirię niźli thralla. Obok niej prężył się chudy jak patyk dwunastolatek o piegowatej twarzy i niesfornej strzesze rudych włosów. Sven – syn Jarla, płonna nadzieja na wielkiego wojownika. Chłopiec po raz kolejny sprawdził ekwipunek, poprawił łuk, przeliczył strzały w kołczanie i błysnął w uśmiechu zębami, patrząc przy tym na Sigrid.

Werdandi stała samotnie. Wojownicy i myśliwi pozornie nie zwracali na nią uwagi. Jednakże szamanka czuła ukradkowe, ciekawskie spojrzenia. Szamani z rzadka wyruszali na wyprawy myśliwskie. Raz, że nie zawsze był one bezpieczne. Dwa, iż zwyczajnie drogi zwykłych Ásátru i Wiedzących sporadycznie się przecinały.

Tymczasem trójka bohaterów opuściła wielką kawernę i zapuściła się w głąb starego, cuchnącego rdzą i brudem korytarza...

Czytaj dalej…

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.